Wymówienie

czwartek, 26.sierpnia.2010, 23:00
Wyciągnął się ciężko na kanapie i podniósł nogi by móc położyć je na niskiej, drewnianej ławie. Było już grubo po północy. Aromat gorącej, świeżo zaparzonej herbaty mile drażnił jego nozdrza. Machnął różdżką, a kubek zaczął lewitować w jego stronę. Uwielbiał takie chwile relaksu, kiedy nie musiał się o nic martwić, zastanawiać nad niczym. Był jakby stworzony do słodkiego lenistwa. Fortuna, którą całkowicie odziedziczył po matce sprawiała, że mógł sobie na to pozwolić. Przez chwilę dmuchał na powierzchnię wrzątku, wpatrując się bezmyślnie w swoje długie nogi, po czym przybliżył usta do krawędzi naczynia. Nie dane mu jednak go skosztować, bo niespodziewanie rozległo się głośne pukanie. Zastanawiając się, komu zechciało się odwiedzić go o tak późnej porze, dźwignął się niechętnie na nogi, przeszedł przez salon do małego korytarzyka i otworzył drzwi. Osoba, którą zobaczył była chyba ostatnią jakiej się spodziewał. Zdziwił by się o wiele mniej, gdyby w jego drzwiach pojawił się Wielki Potter.
- Wróciłaś – stwierdził krótko, kiedy już ochłoną ze zdumienia.
Kobieta bez słowa przeszła obok niego i udała się do salonu. Zamknął drzwi i ruszył za nią, wpatrując się w jej plecy z ciekawością.
Astoria usiadła dokładnie w tym samym miejscu, które przed chwilą zmuszony był opuścić. Położyła zziębnięte dłonie na gorącym kubku. Nie patrzyła na niego.
- Tak – powiedziała cicho. – Przemyślałam sobie wszystko.
- Mam przez to rozumieć, że pan Potter cię zawiódł? – zapytał wciąż stojąc. Przyglądał się jej twarzy. Bardzo zmieniła się od czasu, kiedy widzieli się po raz ostatni. Wydoroślała. I zdecydowanie wypiękniała.
- O ile jest to jeszcze aktualne – zignorowała jego słowa, wciąż patrząc na naczynie, jakby to z nim rozmawiała.
- Zawsze jest aktualne – mruknął. – Chcę tylko wiedzieć co sprawiało, że się nawróciłaś.
Wzruszyła nieznacznie ramionami i podniosła herbatę do ust.
- Powiedzmy, że to prywatna sprawa.
- Chyba nie myślisz, że możesz przyjść do mnie tak bez słowa, a ja w ciemno ci zaufam?
- Zawiódł, zadowolony? – jej twarz wykrzywił grymas złości. – Zawsze byłeś wścibski, Blaise.
Prychnął cicho i usiadł na fotelu naprzeciw niej.
- Taka moja natura. Ale nie myśl, że wszystko uda ci się tak od razu.
- Wiem, że to nie takie łatwe – burknęła. Wypiła kolejny łyk i spojrzała na niego dziwnym wzrokiem. – Mogę tu przenocować? Nie chcę wracać dzisiaj do domu.
- Jak za starych dobrych czasów, co? – zakpił, unosząc brwi.
- Nie – wstała i odgarnęła włosy z ramienia. – Śpię w pokoju gościnnym.


*kilka dni wcześniej*


- Harry, Harry, Harry. – Malfoy wpadł do gabinetu Pottera z szerokim uśmiechem na twarzy – No co tam u ciebie mój drogi? Jak minęła niedziela?
- Przyzwoicie – okularnik nie podniósł głowy znad pergaminu, na którym skrobał coś zawzięcie.
- Tylko tyle? – zmartwił się blondyn. – A moja rada? Pogodziłeś się z Ginny?
- No… – mruknął cicho, a na jego twarzy zakwitł lekki uśmiech.
- Zuch chłopak! – rozsiadł się na krześle naprzeciwko biurka i nachylił się nad kolegą. – I jak było? – zapytał szeptem.
- Spadaj, niewyżyty głąbie – jego uśmiech stał się szerszy.
- Ach, ty ogierze. Wiedziałem, że jesteś w tym dobry. – Zabrał mu pióro, którym ten pisał, co zmusiło czarnowłosego, żeby nie niego spojrzał. – Bardzo krzyczała?
- Menel.
- Bardzo. Widzę po twojej minie – Malfoy, aż klasnął w dłonie z uciechy. – Wyzwiskami dziękujesz przyjacielowi za dobrą radę? Zapamiętam to sobie. Już nigdy więcej mnie o to nie proś.
- O ile pamiętam, to nie prosiłem cię o radę. – Potter poprawił okulary i odgarnął grzywkę z czoła. – Oddawaj pióro.
- Akurat na twojej zdolności zapamiętywania tego wieczora nie bardzo da się polegać. – Rzucił pióro na pergamin, przez co pojawił się na nim wielki kleks. – Ups, wybacz – machnął różdżką, a ten zniknął. – A co z Astorią? Odzywała się?
Gdy tylko skończył mówić rozległo się ciche pukanie i do pomieszczenia weszła Greengrass.
- Kogóż to moje piękne oczy widzą – ucieszył się Draco. – Nasza Astoria! Lekka na wspomnienia i miękka w nogach.
- Musimy pogadać – powiedziała, całkowicie ignorując Malfoya.
- Rozumiem, już się zmywam – blondyn podszedł do drzwi i wyszedł, puszczając Potterowi oko zza jej pleców.
- Siadaj – Harry gestem wskazał jej krzesło. Nie skorzystała z zaproszenia.
- Nie zajmie mi to wiele czasu – oznajmiła krótko. Podeszła do biurka i położyła na nim jakiś papier.
- Co to takiego? – zapytał, zdziwiony, biorąc kartkę do ręki.
- Moje wymówienie z pracy.
Harry’ego totalnie zatkało. Jego dobry nastrój prysł. Gapił się na nią, nie mając pojęcia, co powiedzieć. Po chwili odzyskał głos.
- Astoria, jeżeli to przez…
- Tak, to przez to – powiedziała po prostu. – Ale to nie jedyny powód. Nie zniosę więcej przebywania pod jednym dachem z tym młokosem. – wskazała głową na drzwi. – I ta praca pochłania zbyt wiele mojego czasu. Postanowiłam bardziej zadbać o swoje prywatne życie.
- Porozmawiam z Malfoyem! Powiem mu, żeby dał ci spokój. Zrobię wszystko…
- Nie, Harry. Rezygnuje. To moja ostateczna decyzja. – Przez cały ten czas patrzyła mu prosto w oczy. Westchnął ciężko.
- Jesteś naszym najlepszym aurorem. Bez ciebie moje biuro całkowicie upadnie.
- Nie dramatyzuj, poradzisz sobie. – stwierdziła sucho. – Ty i Malfoy jesteście wystarczająco dobrzy, by poradzić sobie beze mnie. Wiesz o tym równie dobrze jak ja. – Zrobiła pauzę. – Świetnie mi się z tobą pracowało, Harry, dziękuje za wszystko.
- Nie mogę nic zrobić? – spróbował jeszcze raz.
Odwróciła się i położyła rękę na klamce.
- Nie. To koniec. Żegnaj.
Po jej wyjściu Harry oparł łokcie na biurku i schował twarz w dłoniach. Znakomicie. Tylko tego mu brakowało. Czuł dziwną pustkę w klatce piersiowej. To wszystko jego wina. Ale przecież nie mógł postąpić inaczej. Melodramatyczne pożegnanie...
Wrócił Malfoy.
- I co mówiła? – zapytał. Miał wyjątkowo poważną minę.
Okularnik bez słowa podał mu jej wypowiedzenie. Ten ledwo rzucił na nie okiem i powiedział:
- Ostrzegałem cię stary, że to zrobi. Znam ją lepiej niż samego siebie.
- Czuję się podle. Co mam zrobić?
- Myślałem, że nie chcesz już moich rad – zakpił Draco. Po chwili dodał. – Zawsze możesz zacząć grać na dwa fronty. Zadowolisz i tą i tą.
- Masz rację, nie chcę twoich rad – wściekł się czarnowłosy.
- Tak już jest na tym parszywym świecie, mój mały Harry – rzekł Malfoy smutnym tonem. – Cokolwiek zrobisz i tak będzie do dupy. To taki… wybór tragiczny.
- Przestań pieprzyć – Potter odsunął się gwałtownie od biurka razem z krzesłem, co sprawiło, że sterta papierów zwaliła się na podłogę. Dracon naprawił to różdżką i wzruszył ramionami, jakby do samego siebie. – Czuję się podle – powtórzył. – Chyba nic dzisiaj nie zdołuje mnie bardziej.
- Jak chcesz mogę spróbować – zaoferował się blondyn. – Pamiętasz jak obudziłeś się u mnie nago? To nie dlatego, że chciałeś biegać w ramach spontaniczności. Stary, ledwo powstrzymałem cię od zrobienia mi laski.
- Błagam cię, wyjdź stąd. – westchnął Potter ostatkiem sił.
Ten ponownie wzruszył ramionami i wyszedł, zamykając za sobą starannie drzwi. Pięć minut później wyszedł i Harry. Nie miał już siły dzisiaj pracować.



______________________
Krótko, ale mam nadzieję, że nie najgorzej.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

modesteantoinettedamned-soulaklerreHollyannoyster



nowsze notki 1234